Wisława Szymborska - rozmowa filmowa » JP2 i artyści
JP2 i artyści
Wisława Szymborska - rozmowa filmowa

Wisława Szymborska – filmowa rozmowa
Uczestnicy: Wisława Szymborska, Jan Paweł Gawlik, Judyta Papp

Judyta Papp: Wzięła pani udział w filmie 'Chwilami życie bywa znośne'. Jak to się stało, że dała się Pani namówić? Przecież powszechnie znana jest Pani niechęć do wszelkich publicznych wystąpień; mówiąc kolokwialnie, jak panią wkręcili?

Wisława Szymborska: Oj, pani Judyto! (śmiech)


Widziałam urywek w telewizji. Jak im się to udało?

Nie mogłam odmówić Kasi Kolendzie... Proszę sobie wyobrazić: jeździliśmy wszędzie samochodem, Kasia wciąż z operatorem i potem dopiero okazało się, że cały czas filmowali.


I nie mogli przestać?

No, w każdym razie operator - nie wiem, czy pani go zna, Jabłonowski...

Nie, znam tylko Kasię...

Nazywaliśmy go cały czas Mortadelą, dlatego że we Włoszech, gdy tylko nie był czymś zajęty, to jadł wielkie buły z grubą mortadelą. Bez przerwy jadł mortadelę, więc w końcu ja też kupiłam trochę mortadeli i stwierdziłam, że on miał rację!


Jest smaczna?

Tak, znakomita. Pamiętam również zabawną anegdotę, gdy pod koniec pobytu we Włoszech rozmawialiśmy o tym, co niektórzy z nas będą robić, gdy pójdą do piekła, bo przecież coś tam trzeba będzie robić za karę, np. prasować męskie koszule... a Mortadela stwierdził, że będzie filmować Szymborską, dawnym zwyczajem stale odwracającą się do kamery plecami.

Słyszałam ciekawą historyjkę o znajomości z Woodym Allenem, który jest zafascynowany pani wierszami. Czy ta znajomość jest utrzymywana?

Nie, Woody Allen kiedyś w wywiadzie powiedział, że zna moje wszystkie wiersze i jest moim wielkim wielbicielem. Od tego ta historia się zaczęła...


A kontaktujecie się Państwo z sobą?


Nie.

Z tych opowieści trochę tak wynikało...

Nie, pani Judyto; moja potworna słabość polega na tym, że ja nie znam angielskiego - nie znam tego języka i już się go nie nauczę. Nie mam zdolności do języków. No więc co to za znajomość, jeżeli nie można porozmawiać i pożartować…

Z tłumaczem to nie jest już to samo...

Właśnie. Ale było oczywiste, że czytał moją poezję. Jakiś tomik angielski, w tłumaczeniu Barańczaka oczywiście.

Ciekawe od kogo?

Od Elżbiety Czyżewskiej. Dowiedziałam się, że ona dała mu tomik moich wierszy w prezencie i stąd był dobrze zorientowany.

Pani wydaje przede wszystkim w Znaku, prawda?

Ale nie dlatego, że jestem pobożna. Nie, nie jestem pobożna i Znak mi w tym też nie pomoże. W Znaku i wydawnictwie a5 u Krynickich,.

A w Wydawnictwie Literackim?

W WL-u to co innego. Tam wychodzą moje tomiki poetyckie, także w przekładach na języki obce, tam też zawsze wydawałam Lektury nadobowiązkowe i Nowe lektury nadobowiązkowe. Oni się specjalizują w książkach tego typu. Poezję wydaję w Znaku, raz wydaję u Krynickich - na zmianę. Kryniccy wydają bardzo niewielką liczbę książek.

To tak jak Miłosz, który wydawał tylko w Znaku i WL-u, w Polsce.

Dam Pani mój tomik, który dałam Kasi, a Pani go nie dostała.


O, dziękuję bardzo. Pamiętam, że kiedy żona Miłosza, Carol była w szpitalu w Ameryce, asystentka Agnieszka Kosińska poprosiła mnie o zaopiekowanie się Miłoszem, ponieważ miała wyjechać na dawno zaplanowane wakacje. Marzeniem Miłosza było nauczenie się obsługi laptopa, aby mógł samodzielnie wysyłać maile do chorej żony. Pierwsze zdanie, które napisał, brzmiało: 'Żeby można było powiedzieć słowo i księżniczka Judyta zamieniła się w żabę'. (śmiech obu pań)

Śliczne, śliczne. A ma pani karteczkę z tym zdaniem?

Nie, bo to był mail próbny.


Oj, Czesław to był cudowny człowiek.

Pamiętam sytuację, gdy mówię: panie Czesławie, wychodzę, zostawiam komputer - proszę tam nic samemu nie ruszać, bo może pan coś skasować. Obiecał, że nie będzie. Następnego dnia zobaczyłam w historii przeglądarki Internetowej, że były samodzielne próby. Wzięłam go więc za rękę i pomagałam w nawigacji myszką. Czułam przez jego dłoń, jak bardzo cierpiał, jak bardzo krępowała go utrata samodzielności i coraz większe uzależnienie od innych osób.

Tak, wiem. Ja w ostatnich tygodniach już go nie odwiedzałam, bo stwierdziłam, że on wolałby być twardym mężczyzną, nie chciał wzbudzać litości. Bardzo cierpiał i nie życzył sobie, żeby go w takim stanie ktoś oglądał. Dopuszczał do siebie tylko mężczyzn.

I może dzieci


Może też dzieci.

Czy mogę o coś spytać? Kolega mnie poprosił, którego pani zapewne zna - Piotr Najsztub - abym panią delikatnie zapytała, czy przyjęłaby pani zaproszenie i umówiła się z nim na wywiad?

Pani Judyto, choć bardzo cenię i lubię pana Najsztuba, źle się czuję w czasie wywiadów i jestem zła, gdy je czytam później. Zawsze jestem niezadowolona, ponieważ uważam, że powinnam była inaczej się wypowiedzieć. Proszę serdecznie go pozdrowić i powiedzieć, że bardzo go cenię, bardzo go lubię, ale źle się czuję jako osoba wypytywana.

A jak już komuś się uda przeprowadzić z panią wywiad i będzie tym szczęśliwcem, to potem może poprosić panią o autoryzację przed publikacją?

Tak, ale to nie jest moja rola. To, co mam do powiedzenia, powinnam wyrazić w wierszu, a nie w wywiadach.

Ludzie panią uwielbiają i szanują jako autorytet, to dlatego.


Trochę wywiadów już udzieliłam, ale według mnie to wszystko nic nie jest warte.

Przekazuję również pozdrowienia od mojego ojca.

Proszę tacie serdecznie podziękować. Bardzo proszę... Pamiętam go, jak woził mnie samochodem do Kalwarii. Dostanie pani ode mnie książeczkę z dedykacją.

Ojej! Będzie to dla mnie i dla taty wielki zaszczyt.

Piękna z pani osóbka, pełna energii fotografka, która mnie kiedyś fotografowała. A gdzie pani teraz mieszka? Urodziła się pani w Krakowie?

Tak, w Krakowie. Mieszkałam 10 lat w Warszawie, wróciłam i w Krakowie tylko mieszkam. Fotografuję rzadziej, niestety.

Mało?

Tak, bardzo mało. Obecnie nie ma dobrego rynku, fotografia stała się pospolita, nie jest już taką wartością jak kiedyś, a poza tym mam wiele innych zajęć i zobowiązań. Ale Pani fotografie...

(śmiech). Ale… Nie… Nie jestem już w dobrym wieku do fotografowania.

Nie zgodzę się, przepraszam, ma pani wyraziste rysy, lecz Pani nie lubi, gdy Panią fotografują. Ja to rozumiem, również nie lubię być... Znam swoje wady, choć wiele zależy od ustawienia, kąta światła, nadania formy; wszystko można pokazać korzystnie i to jest niesamowite...

(przyszedł Jan Paweł Gawlik)

Rozmawiam w tej chwili z panią Judytą.

Dzień dobry...

Ona nawet kropelki alkoholu nie wypije.

Uprawiam sport, ale może pan zechce się napić?

Janku, przede wszystkim się rozbierz.

Jan Paweł Gawlik: Ja, niestety, nie mogę pić już więcej, ponieważ przed 10 minutami wypiłem butelkę piwa, a poza tym dowiedziałem się, że dzisiaj muszę oddać tekst do druku. Niestety, muszę. Pani jest fotografką?

Która kiedyś mnie fotografowała.

JPG: Wiesz, ile to było lat temu? A Pani nadal zajmuje się fotografią?

Teraz mniej. Obecnie zajmuję się różnymi rzeczami, również projektami graficznymi, ale też analizami ekonomicznymi. Fotografia to moja pasja, choć też poważna twórczość. Proszę spojrzeć na tę okładkę.

JPG: I to jest Pani twórczość! Ho,ho,ho!

Dziękuję...

JPG: Bardzo ładne zdjęcie. To Czesław Miłosz?

Tak, Czesław Miłosz, wydawnictwa HarperCollins.

JPG: Świetna! Wie pani, to już jest pani legitymacją do uprawiania tego zawodu.

A pani Wisława nie pozwala się fotografować.


JPG: Pani się dziwi?

Bardzo! Dziwię się, ale szanuję... Nie jestem fotografem nachalnym.

(śmiech wszystkich)

JPG: No to pięknie. Ale to już jest wielka twórczość!

JP: Wolę fotografię od filmu, jest krótszą formą, mniej przegadaną.

JPG: Pani jest plastykiem, a film jest fabułą, jest akcją.

Także narzucaniem interpretacji. Książka zawsze pobudza wyobraźnię fotografa. Ja kocham fotografię, ale w Polsce jest bardzo niedoceniana.

JPG: A jakie jest pani wykształcenie?

Głównie plastyczne. Jestem fotografem i samoukiem. Pracoholikiem i samoukiem w różnych dziedzinach.

JPG: Bo ja skończyłem wydział...

Fotografii?

JPG: Jeszcze we Lwowie...

Zaczęłam fotografować zawodowo, gdy miałam 17 lat.

JPG: To pani od dziecka jest artystką. A aparatem jakiej marki Pani fotografuje?

Nikonem FM2, Canonem A1, analogowymi, ponieważ nie lubię cyfrowej fotografii.

JPG: Wisława nie daje się fotografować?

Kiedyś pozwalała, ale bywała speszona, dzisiaj nie pozwala, a szkoda.

JPG: Dzisiaj nie. Ona jest restrykcyjna, wie Pani…

A ja nie mam wpływu, nie potrafię namawiać.

WS: To proszę... (podaje tomik)

O, dziękuję, dedykację przeczytam w domu. To jest taka magia...

WS: Tak, dedykacji nie należy czytać.

Może mi pan pomoże i namówimy panią Wisławę na sesję?

WS: Nie.

JPG: Mam takie złe wyobrażenie, nie tyle wyobrażenie, co... brakuje mi słowa. Jak to się nazywa? Nie namawiam kobiet, nie jestem natarczywy.

Ja również.


JPG: Wie Pani, ona się głęboko myli, mogę to Pani zdradzić, ale nie będę jej tym razem nakłaniał.

Ja bym chciała, oczywiście, bo to by była wyjątkowa sesja.

WS: Ależ nie, Pani już na mnie i tak straciła dużo czasu i energii...

Zawsze mnie pytano, jak to się stało, że pan Czesław zgodził się na fotografowanie. Wszyscy myśleli, że ktoś mi załatwił sesję z Miłoszem. Tak sądzili też dziennikarze i pytali, jak mi się to udało? A ja po prostu zadzwoniłam, przedstawiłam się i powiedziałam, że muszę zrobić fotografie do tygodnika 'Polityka', że to zajmie chwilę - i tyle.

JPG: Nie musi Pani nam tłumaczyć, dlaczego Czesław się zgodził, to jest oczywiste.

Przyszłam do niego do domu, wówczas był sam i zrobiłam naszą pierwszą sesję. Te prace do tej pory są publikowane.


WS: To są bardzo udane fotografie, Miłosz bardzo młodo na nich wygląda.

Po pierwszej sesji pan Czesław szukał tych fotografii po wszystkich redakcjach, w końcu przyniosłam mu powiększenia - czarno-białe fotografie i tak się zaczęła nasza dalsza współpraca.

JPG: To świetne!

I tak nauczyliśmy się z sobą pracować; gdy fotografowałam, on mnie nie widział. Pisał, a ja siedziałam obok; nie lubię pozowanych zdjęć.

WS: Czy ja mam telefon do pani Judyty?

JPG: Tak.

WS: Chyba nie mam...

(Wymiana numerów telefonicznych - pożegnanie)

 

 

 

 
 

Fotografie: Judyta Papp ©
 
 

 

 

 



Wisława Szymborska - polska poetka, eseistka, krytyk literacki, tłumacz, felietonistka. Szymborska jest uważana za jedną z najznakomitszych poetek drugiej połowy XX wieku. Jej niezrównana popularność w ojczystym kraju Polsce, rozprzestrzeniła się na miarę międzynarodowej rozpoznawalności w 1996 roku, gdy otrzymała Literacką Nagrodę Nobla.

 
Komentarz
Dodaj komentarz















Mapa Strony
JP2 Love 2019 © Judyta Papp Ltd. All Rights Reserved.