JP2 Rozmowy » JP2 Love rozmowy
JP2 Love rozmowy
Twórz pamięć

Jan Tomaszewski - profesjonalizm i uczciwa gra to jest sport
Rozmawiał Miłosz Rafał Horodyski


 

Jan Tomaszewski - człowiek, który zatrzymał Anglię, były bramkarz reprezentacji 'Orłów Górskiego', poseł na Sejm, postulator zmian w polskim systemie sportowym.

Jak Pan rozumie znaczenie słów 'duch sportu'?

Jan Tomaszewski: Walczyć do upadłego, dawać z siebie wszystko w każdym pojedynku sportowym. Duch sportu to wola walki do ostatnich chwil, nawet jak jest już 80 minuta meczu, przewaga przeciwnika i robi się ciemno przed oczami ze zmęczenia! To także umiejętność cieszenia się z sukcesów innych, bo dziś sukcesy sportowców utożsamiane są z sukcesami narodów, regionów, czy miast, które reprezentują. Duch sportu to także umiejętność przyznania, że ktoś był od nas lepszy, bo włożył np. większy wysiłek w to, by osiągnąć sukces. To piękna idea, ale z uwagi na to, że sport stał się już dla zawodników zawodem, czasami duch sportu przegrywa z pogonią za pieniędzmi. Wtedy wkradają się patologie, sprzedaje się mecze, czy walki na ringu.

Grecki historyk Herodot mówił, ze sportowcy nie dla pieniędzy współzawodniczą, ale dla cnoty. U zarania dziejów nowożytnego sportu zawodnik był indywidualistą, nie liczył się dla niego rekord, ale indywidualny rozwój zarówno fizyczny jak i duchowy, co z tej filozofii przetrwało do dziś?

Tomaszewski: Praktycznie już nic. Gdyby baron de Coubertin wstał z grobu i zobaczył, co dziś dzieje się w sporcie, padłby na zawał. Kiedyś sport był dopełnieniem pracy zawodowej, był rekreacją, tak jak w dobie ery wielkiego przemysłu. Wówczas to rozwinęła się ideologia, która w sporcie upatruje sposób nie tylko na rozwój fizyczny, ale i psychiczny. Niemniej jednak sport to przez długi czas był domeną amatorów, a więc osób, które nie uprawiały go jako jedyną profesję. Dziś wszechstronne badania naukowe, nie tylko medyczne, dowodzą, że w sporcie możliwe jest zdobywanie wyników, jakie dotąd wydawały się nie do osiągnięcia przez ludzki organizm, że wspomnę tylko jamajskiego sprintera Usaina Bolta, rekordzistę świata w sprincie. Żeby osiągać takie rekordy zarówno on jak i inni zawodnicy musieli się w pełni poświęcić treningowi, czyli stać się zawodowcami, a więc osobami, które po prostu żyją ze sportu i tylko jemu się oddają.

Na ile sportowcy dostrzegają ten duchowy wymiar? Czy koncentrując się tylko na cielesnej dyscyplinie będą w stanie zwyciężać?

Tomaszewski: Z pewnością nie! Powiem na swoim przykładzie. Odnosiliśmy sukcesy dlatego, że był ktoś taki jak Kazimierz Górski, z jednej strony wspaniały trener, wspaniały wychowawca, a z drugiej fenomenalny psycholog. On nie tylko wiedział, że komfort psychiczny decyduje o formie zawodnika, ale też jak istotny jest sposób, w jaki się dotrze do każdego z osobna, jak się go zmotywuje, zdyscyplinuje. Takich trenerów już nie ma, zastępuje ich sztab ludzi złożony z  psychologów, specjalistów od couchingu i innych speców od motywacji.

Na ile w sporcie ważna jest charyzma? Czy nawet mniej atrakcyjna dyscyplina sportowa może porwać tłumy kibiców ze względu na osobowość zawodnika?

Tomaszewski: Bez charyzmy nie ma nic! Charyzma czyni ze sportowca idola. To można tylko porównać do sytuacji, w której przeciętny człowiek pod wpływem jakiegoś dramatycznego wydarzenia jest w stanie podnieść samochód z nadludzką siłą albo wynieść z pożaru kilka osób na rękach. Z jednej strony jest talent, czyli iskra boża, która powoduje, że dany zawodnik w jakieś dyscyplinie czuje się lepiej niż w innej, ma po prostu do tego dryg, z drugiej musi być charyzma, która powoduje, że zawodnik daje z siebie wszystko, a jak już nie ma siły to sięga po 'rezerwy z wątroby'.

Czy trzeba być szczególnym sportowcem, by umieć nawiązać jakąś duchową wieź z kibicami? Są zawodnicy, którzy nie osiągają spektakularnych wyników, ale każdy ich start wywołuje emocje wśród kibiców.

Tomaszewski: Widowisko sportowe to nie teatr ani film. Tu nie ma miejsca na udawanie, na jakąś grę. W sporcie muszą być autentyczne emocje i to one cementują więź między kibicem a zawodnikiem. Sportowiec występuje przed publicznością, która musi go szanować i którą on szanuje. To jest taki szczególny związek, oparty na wierze w sukces, w pokonanie samego siebie, pobicie rekordu przez zawodnika, który musi być w tym co robi przekonujący. Musi dawać z siebie wszystko bo tego oczekują kibice i za to go kochają. On stara się pokonać swoje słabości, a kibice go w tym wspierają.

Dzisiejszy sport, za którym stoją ogromne pieniądze nadal można nazywać rywalizacją 'fair play'?

Tomaszewski: Kiedyś usłyszałem takie zdanie 'każda gra opiera się na zasadach, które muszą wykluczać łajdactwo i kłamstwo. Z faktu, że inni oszukują nie wynika, że ja jestem usprawiedliwiony'. To szczególnie aktualne zdanie zwłaszcza dziś, kiedy z jednej strony obserwujemy patologię w polskim sporcie, zwłaszcza w Polskim Związku Piłki Nożnej, z drugiej strony wspaniałe wyniki jakie osiągają polscy siatkarze, czy Agnieszka Radwańska. Ten rak korupcji, który toczy polską piłkę szczególnie to policzek nie tylko dla kibiców, którzy, jak pokazało Euro, dalej wierzą w naszych sportowców, ale to przede wszystkim uderzenie w twarz dla uczciwych zawodników, którzy poświęcają całe swoje życie na to, by osiągnąć wyniki w uczciwej, powtarzam uczciwej, rywalizacji sportowej. Bo to jest właśnie ta etyka w sporcie, ten drogowskaz, który mówi, że rzetelną i wytężoną pracą można osiągnąć sukces. Jeśli ktoś traktuje sport jako sposób na szybką i łatwą kasę, to wiadomo, że to się z takim etycznym podejściem kłóci.

'Środowisko sportowe powinno być przykładem najwyższych wartości - takich jak sport, młodość, współzawodnictwo, czy gra fair - play!' To słowa premiera Montiego wypowiedziane po włoskiej aferze korupcyjnej. Podziela Pan jego zdanie?

Tomaszewski: Obiema rękami podpisuję się pod tym stwierdzeniem, życząc sobie, żeby polski premier miał odwagę wyrazić publicznie takie słowa adresując je do Polskiego Związku Piłki Nożnej. Proszę zobaczyć jak na tle tego, co dzieje się we Włoszech wypada Polska. Tam ze zgrupowania kadry policja zabrała jednego z piłkarzy, wiele znanych osób zostało aresztowanych, premier Monti mówił nawet, że powinno się zawiesić rozgrywki włoskiej Ligii na dwa, trzy lata. A u nas? Oskarżono około 600 osób obserwatorów, sędziów, działaczy klubowych, trenerów w tym byłego selekcjonera reprezentacji narodowej, piłkarzy, część z nich aresztowano, w proceder korupcyjny były zaangażowane 52 kluby piłkarskie i wszystko jest tak jak było! A nawet gorzej, bo skazany za korupcję prawomocnym wyrokiem sądu piłkarz reprezentuje na Euro 2012 nasz kraj. Nikt nie ma odwagi uzdrowić tej patologii!

Montiemu wypomniano, że przez tak radykalną postawę pokazuje, że jest ignorantem, bo profesjonalny futbol co roku przynosi do budżetu państwa przeszło 800 mln euro, więc zawieszenie rozgrywek to byłaby strata dla skarbu państwa.

 


Tomaszewski: Ale nikt nie mówi, że tam piłka nożna oparta jest na zdrowym, biznesowym modelu, a nie tak jak u nas. Kiedyś rozmawiałem z prezydentem Manchester United i zapytałem go wprost: Dlaczego David Beckham zarabia 70 tysięcy funtów tygodniowo? Odparł: Bo tak mi wychodzi z rachunku zysków! Choć wolałbym, żeby Beckham zarabiał 150 tysięcy, bo wtedy i ja miałbym większy zysk! Dlaczego tak jest? Bo zarobki piłkarzy to pochodna zysku całej firmy. Przykładowo FC Barcelona zarabia na swojej działalności blisko 500 milionów euro, z czego ponad 1/5 dochodu pochodzi z marketingu. Nic dziwnego zatem, że piłkarze dostają blisko 300 milionów euro na pensje. Bo to zysk wypracowany! A u nas? Pensje są nieadekwatne do przychodów z działalności sportowej! Wszystko się przejada! Nawet więcej, bo jakby to policzyć, to zarobki i premie są większe o 30% niż cały budżet. To albo się dokłada, albo się dokrada! Bo wszystkie kluby są zadłużone. Na świecie 30% procent budżetu to pensje. U nas 130%. To jest nieetyczne. Nie to, że sportowcy zarabiają na reklamach, bo to opłaca się i sportowcom i biznesmenom. Sport, szczególnie piłka nożna, wywołuje ogromne emocje, przyciąga rzesze widzów i to dla biznesu jest najtańsza forma reklamy w porównaniu z kwotami, jakie musieliby wydać przedsiębiorcy na spoty reklamowe, czas antenowy, ogłoszenia w prasie. Sportowcy z kolei, szczególnie w dzisiejszym świecie muszą posiłkować się pieniędzmi z reklamy, bo dzięki temu ten sport jest na najwyższym poziomie. Przecież dziś decydują o wyniku już nie setne sekundy, ale tysięczne. Nad zawodnikami czuwa nie tylko sztab trenerów, ale i rzesza ludzi, którzy pilnują technicznej strony, dbają o kondycję psychiczną, fizyczną, pracują nad optymalizacją wysiłku, regeneracją itd. To rodzi koszty, ale jest potrzebne. To nie jest wynik jakiś fanaberii, ale zdrowy układ, oparty na wzajemnych korzyściach. I biznes to rozumie. Dlatego szef polskiego oddziału Canal+ wzywał do jak najszybszego oczyszczenia skorumpowanego środowiska, ukarania winnych i uzdrowienia polskiej piłki nożnej. Bo wie, że uczciwy biznes da się prowadzić w oparciu o zdrowe zasady.

Pana zdaniem korupcja to jest to, co najbardziej dziś stoi w sprzeczności z etyką sportowca?

Tomaszewski: Utarło się nawet w codziennym języku sformułowanie: 'fair play'. To nie tylko określenie na postawę na boisku czy na bieżni, ale też postawa wobec drugiego człowieka. Jest ona niczym innym jak poszanowaniem drugiej osoby oraz ducha sportowego. To jest po prostu sposób myślenia, a nie tylko sposób zachowania. Na boisku jak ktoś fauluje, mówi się, że nie gra 'fair'. Ale przecież to nie tylko chodzi o przemoc fizyczną czy werbalną, bo za chamskie zachowanie sportowiec też może dostać czerwoną kartkę, ale o uczciwość. Uczciwy sportowiec liczy na siebie, nie na doping, nie na ustawiony mecz. Uczciwy sportowiec to taki, który nie wszedłby na boisko wiedząc, że ma prawomocny wyrok skazujący za korupcję. Bo co on pokazuje swoją postawą? Że ma gdzieś wyroki prawomocnego sądu, bo w świecie sportu one nie mają żadnego znaczenia! Ale władza też nie gra 'fair' bo to sankcjonuje. Zaprasza się przegranych piłkarzy na salony, gratuluje się im. To nie jest uczciwe wobec siatkarzy, którzy zdobywają puchar świata i dostają tylko list gratulacyjny. Jeszcze raz powtarzam,, nie można mówić o zasadach 'fair play' wyłączając z nich walkę z oszustwem, z korupcją. Przecież świat się z nas śmieje! UEFA walczy z rasizmem na stadionie, wszędzie widać hasło 'respekt', a u nas w drużynie gra facet, który już nigdy w życiu po wyroku nie powinien wejść na boisko. Niech Pan sam zwróci uwagę. Po aferze korupcyjnej we Włoszech FIFA zatrudniła specjalnego prokuratora do walki z korupcją, który wcześniej stawiał zarzuty zbrodni wojennych Muammarowi Khaddafiemu i prezydentowi Sudanu. To dowód na to jak poważnie na świecie podchodzi się do korupcji w sporcie. Bo tam jest jasne, że patologia rodzi patologie i dlatego tam biznes ma zaufanie do sportu, bo wie, że rządowi zależy na tym, żeby wszystko było transparentne.

A taki mariaż sportu i biznesu mieści się w ogóle w kategoriach etycznych?

Tomaszewski: Podam przykład. Rosyjski klub Anżi Machaczkała stać na to, by płacić Samuelowi Eto, czterokrotnemu Piłkarzowi Roku Afryki, który wcześniej grał w FC Barcelona i Inter Mediolanie 20,5 mln euro rocznie. Dlaczego? Bo w klub zainwestował potentat paliwowy z Dagestanu, który jest na liście najbogatszych ludzi świata magazynu Forbes. Dzięki temu drużyna, która kiedyś reprezentowała zakład produkcyjny Dagnieftieprodukt dziś jest w Rosyjskiej Premier Lidze. I nie jest tak jak w Polsce, że tam się kupuje mecze i dlatego jest awans, wręcz przeciwnie tam się inwestuje w zawodników i są efekty. Bez pieniędzy w sporcie osiągnięcie sukcesu jest już prawie niemożliwe. Bo sport się bardzo sprofesjonalizował. Liczą się tysięczne sekundy i to one decydują o wyniku. Kiedyś trenerzy prowadzili zawodnika 'na nos'. Dziś 'na nos' to tylko katar można złapać. Nie ma w sporcie fartu rozumianego jako łut szczęścia. Chyba, że w lidze amatorskiej. Szanse na sukces bez żadnego oszustwa czy dopingu mają tylko najlepsi. Ale nikt nie staje się najlepszym trenując kilka godzin dziennie. To nieustanna praca. Nie tylko, jak choćby w przypadku Radwańskiej na korcie, te 5 godzin dziennie, ale i poza kortem, to ciągła praca nad sobą, nad utrzymaniem się w dyscyplinie. Każdej - żywieniowej, kondycyjnej, psychofizycznej. Zawodnika bada się przed, w trakcie i po wysiłku. Stosuje się odpowiednie rekuperacje, regeneracje, odżywianie. Ten trening to w rzeczywistości także pozostałe 19 godzin, które zawodnik spędza poza boiskiem, kortem, bieżnią, podejmując decyzję kiedy zjeść, kiedy pójść spać, kiedy się zrelaksować i w jaki sposób. Jeśli choć na minutę odpuści, to przegra. Ale, żeby mógł pracować nad sobą, zawodnik potrzebuje sztabu ludzi, a to kosztuje. I tu musi być sponsor.

Czy w Polsce możliwy jest taki scenariusz: firma wyszukuje młodego, obiecującego, nieznanego sportowca, podpisuje z nim wieloletni kontrakt sponsorski, inwestuje w jego rozwój, by, kiedy odniesie sukcesy, czerpać z nich profity? Czy potrafimy kreować gwiazdy?

Tomaszewski: Nie. U nas to jeszcze nie jest możliwe. I to, paradoksalnie, przez patologię, głównie w polskiej piłce, bo ona rzutuje na cały system, w którym liczy się dobro działaczy, a nie zawodników. Na świecie jest zupełnie inaczej. Ronaldo, gdy miał 10 lat został zauważony przez dwa największe kluby Madery. Messi nie dość, że został odkryty przez działaczy FC Barcelona jako dziecko, to klub wziął na siebie koszty drogiej kuracji, aby uratować jego talent przed chorobą. A u nas? Powstały Orliki i teraz jest problem jak je zaanimować. A właśnie na tych Orlikach można szukać talentów. Tylko jak to jest, że Polski Związek Piłki Nożnej, który powinien być zainteresowany poszukiwaniem tych diamentów futbolowych nie wykazuje w tym kierunku żadnej aktywności? Ja już podnosiłem tę kwestię i stałem się przez to wrogiem publicznym numer jeden, kiedy przyznałem, że nie będę kibicował drużynie Smudy i Laty. Chodziło mi właśnie o napiętnowanie tego systemu, za sprawą którego takie wspaniałe talenty jak Mirek Klose, jak Łukasz Podolski miały szanse na karierę tylko zagranicą, bo w Polsce nikt by pewnie na nich nie postawił. Grałem przed laty z Józkiem Klose, ojcem Mirka w polskiej lidze, rywalizowaliśmy, ale równocześnie sympatyzowaliśmy ze sobą. Wiem, że gdyby Józek nie wyjechał, to jego syn pałętałby się dziś gdzieś po trzeciej lidze. Tak samo Łukasz Podolski, który, choć jest Niemcem, ujął mnie tym, że na koniec kariery chciałby zagrać w Górniku Zabrze, bo gdzieś w środku czuje się Polakiem. Ale tu by kariery nie zrobił! Dlatego się pytam, jak wytłumaczyć młodym ludziom by inwestowali w siebie, skoro widzą, że polscy działacze zamiast szukać na naszych boiskach wolą szukać piłkarzy we Francji. Kolejny przykład z innej dyscypliny - Klimek Murańka. Kilka lat temu uznany za wybitny talent w skokach narciarskich. I co się stało? Dlaczego nie jest dziś drugim Małyszem? Co źle poszło? Jestem przekonany, że gdyby był w Niemczech, Norwegii dziś byłby czołowym zawodnikiem.

Czy w Polsce rozumie się wagę wychowania fizycznego jako zrównoważonego rozwoju duchowego i fizycznego?

W ogóle nie! To jest patologia! Jeśli u nas nie ma pieniędzy na wychowanie fizyczne ,to to oznacza to, że w przyszłości młodzież będzie mieć złe nawyki w myśl zasady: 'Czym skorupka za młodu nasiąknie...' Złe nawyki ruchowe bardzo trudno wyeliminować i to rzutuje na całe życie. W NRD, choć przesadzono, wdrożono projekt 'fabryki sportowców', ucząc od dziecka kultury fizycznej i to przyniosło efekty. Zresztą im wcześniej nauczy się młodego człowieka jak uprawiać sport, tym szybciej on sam zacznie uzyskiwać rezultaty. Kiedyś w piłkę grać zaczynali 12-letni zawodnicy dziś już 7-letni. To nie tylko 'hodowla' kadr, to przede wszystkim wyłuskiwanie talentów, które w przyszłości mogą być asami sportu.

Czyli póki co mariaż biznesu i sportu w polskim wydaniu wydaje się być na przyszłość karłowaty?

Tomaszewski: To jest trochę tak, że to zweryfikują kibice. Jeśli nasi piłkarze znowu obudzą w nas nadzieje, a potem nawet nie awansują do kolejnych mistrzostw, to może wreszcie ktoś przejrzy na oczy! Wszystko weryfikuje wynik i postawa na boisku. My naprawdę mamy najlepszą na świecie publiczność, proszę zobaczyć na kibiców siatkówki, koszykówki, tenisa, jak oni potrafią dopingować zawodników, jak utożsamiają się z tą sportową rywalizacją. W 2006 roku w Niemczech to właśnie polscy kibice zostali nagrodzeni za najwspanialszą postawę na boisku. Bo Polacy kochają sport, ale żeby ta miłość była wzajemna i przekładała się na wyniki sportowe potrzebne jest oczyszczenie.

Ale oczyszczenie powinno nastąpić także wśród kibiców, żeby nie dochodziło do takich bijatyk jakimi byliśmy świadkami podczas Euro…

Tomaszewski: To jest tak naprawdę problem, który należy zawęzić do grona 2 tysięcy bandytów. Polska i niemiecka policja właśnie wyeliminowały z grona kibiców ten najgorszy element i od razu polscy kibice pokazali światu swoje prawdziwe oblicze, co zostało, jak wspomniałem nagrodzone. Kolejny przykład 'zony kibica' podczas Euro, jak tam się wspaniale bawili ludzie. Postuluję, żeby te 'zony' wróciły podczas rozgrywek do Mistrzostw Świata w Brazylii. Trzeba pamiętać, że sport jest również działalnością kulturalną, która wzbogaca społeczeństwo i przyjaźń między narodami. Gdy jest uprawiany uczciwie, pozwala ludziom lepiej się poznać, wyrazić swą osobowość, spełnić się i rozwinąć, zdobyć umiejętności i pokazać swoje zdolności. Nie mówiąc o zdrowiu czy dobrym samopoczuciu. Co więcej, sport pozwala zaistnieć w społeczeństwie. Tworzy jakieś wzorce, które potem są przenoszone na inne dziedziny życia. Ci zawodnicy, którzy kończą karierę w sporcie, a mają smykałkę do interesów mogą prowadzić biznes, a ich nazwisko, którego dorobili się 'na sporcie' to ich wizytówka. Jeśli całe życie uczciwie walczyli o sukces, to wiadomo, że z nimi można robić uczciwe interesy. Wystarczy podać przykłady Czesława Langa czy Zbigniewa Bońka, którzy za sprawą swoich światowych sukcesów stali się niemalże instytucjami, co daje im możliwość ułatwionego dostępu do każdego środowiska - biznesowego, politycznego, artystycznego. Ale wejście biznesu w sport to też podjęcie pewnego zobowiązania, bo to jak kto robi interesy, jakim jest człowiekiem rzutuje potem na to, jak postrzegana jest drużyna, której jest właścicielem. Powiem przewrotnie, gdyby Chodorkowski swojego czasu zainwestował w sport, kupił np. Manchaster United, to być może dziś cieszyłby się wolnością. Sport daje szansę na to, by być obywatelem świata. Kto znał Abramowicza zanim kupił Chealsea Londyn? Trzy lata wcześniej został gubernatorem Czukotki i gdyby nie zaistniał w sporcie dalej by się z tą Czukotką kojarzył. A tak zainwestował, uczynił klub jednym z najlepszych w Europie i stał się w dwa lata globalnym celebrytą, będącym na ustach całego świata.

Ale czy biznes nie przenosi do sportu złych wzorców, tego wyścigu szczurów, walki o to, żeby być najlepszym? Jan Paweł II powiedział kiedyś takie słowa: 'Jesteśmy wszyscy zaniepokojeni degeneracją sportu, hańbiącą wzniosłe ideały, których on może być nośnikiem i które pasjonują miliony ludzi. Sport nie może być celem samym w sobie i sprowadzać się jedynie do pogoni za osiągnięciami wyników, gdyż straci się wówczas z oczu prawdziwe dobro człowieka' .

To są słowa, które moim zdaniem powinien na pamięć wyklepać w Polsce nie tylko każdy członek PZPN, ale każdy minister sportu, czy każdy polityk, który w ogóle chce coś z tym sportem zrobić. To jest racja, ale u nas, powtarzam to raz jeszcze, nie pogoń za zyskiem, ale patologiczne czerpanie profitów z korupcyjnych układów w sporcie są największą chorobą i to, że nikt z tym nic nie chce zrobić! Wprowadzenie komisarza, rozliczenie działaczy, odsunięcie ich od władzy i wybór menedżerów, którzy potrafiliby uzdrowić system, sprowadzić go na normalne, uczciwe, ale przy tym komercyjne, wolnorynkowe tory. Dziś 70% budżetu związku jest przejadane - na pensje, na premie, nagrody. Okręgowe Związki Piłki Nożnej nie dbają o swoje podwórka, bo na ich czele nie stoją menadżerowie. Takie zmiany 8 lat temu udało się przeprowadzić w Rosji, gdzie Putin rozpędził związek futbolowy na cztery strony świata i zaczęło być normalnie. To jest ważne, bo sport to nasza wizytówka w świecie. Kiedyś we Włoszech dźwięk języka polskiego od razu wywoływał jedną reakcję: Deyna. Tak jak my dziś spotykając Argentyńczyka mówimy: Messi. Przez sport filtruje się spojrzenie na inną narodowość. A jakie my mamy dziś skojarzenia jak powiemy: Lato, Kręcina, PZPN? I najsłabsi w turnieju piłkarze! Co dziwne, sami nie potrafimy tworzyć wizerunku zbudowanego z pozytywnych wzorców. O siatkarzach i Radwańskiej mówi się w mediach mniej niż o reprezentacji Smudy i Laty! A to przecież Radwańska powinna być naszą wizytówką.

Agnieszka Radwańska to również przykład postawy sportowca, który ma swoje poglądy i nie wstydzi się ich manifestować

Bo do tego powołani są sportowcy, by być legendą! Bo ludzie potrzebują tej legendy. Przykładem jest Kazimierz Górski, który właśnie już za życia stał się żywą legendą. Był, i myślę, że na długie lata będzie wzorem postawy dla innych. O to właśnie w sporcie chodzi, by ludziom dać taki drogowskaz. Wiadomo, że nie każdy z nas jest uzdolniony w jakiejś dziedzinie, czy na tyle wytrwały, czy pracowity. Ale właśnie siedząc przed telewizorem, oglądając taką Justynę Kowalczyk, czy takiego Adama Małysza czuje się dumę, dumę z tego, że jest się Polakiem, utożsamia się z tymi sportowcami, z ich sukcesami. Przecież ludzie za Małyszem latali na drugi koniec świata, żeby mu kibicować, stali długie godziny na mrozie, żeby zobaczyć jak zwycięża. Sport daje właśnie tę dumę, to poczucie godności, tę radość, ale prawdziwy sport, w którym wynik poparty jest talentem i własną ciężką pracą.


27 Lipiec, 2012
Fotografie: Waldemar Kompała

 




 
Komentarz
Dodaj komentarz















Mapa Strony
JP2 Love 2019 © Judyta Papp Ltd. All Rights Reserved.