JP2 Rozmowy » JP2 Love rozmowy
JP2 Love rozmowy
Twórz pamięć

Muzyka to przestrzeń pomiędzy nutami - komunikacja w sferze emocji
Michał Urbaniak w rozmowie z redakcją JP2 Love
Opracownie i publikacja Katarzyna Krupowicz


Michał Urbaniak - światowej sławy kompozytor, skrzypek i saksofonista jazzowy, grał z największymi jazzmanami. Jako jedyny skrzypek i jedyny Polak nagrywał z Milesem Davisem.

Jesteś bardzo cenionym muzykiem jazzowym na świecie, ale czytałam, że na początku nie było wcale łatwo. Czy wybicie się utrudniał twój biały kolor skóry?


Michał Urbaniak: To wręcz dyskryminuje w tej branży, tak jak biali dyskryminują czarnych. Powiem szczerze, że prawie cały czas. Miałem to szczęście, że pojechałem do Nowego Jorku jak osiągnąłem już tak zwany sukces w Polsce, w Szwecji (potem Skandynawia była moja przez pięć lat), Niemczech, Szwajcarii i Austrii. Moje marzenia piętnastoletniego chłopca były proste: kocham czarną muzykę, chcę być blisko i chcę tam zdać egzamin, przy tych muzykach. Właściwie nie tyle zdać egzamin, ile być z nimi i grać tę muzykę tak jak oni grają - u źródła, a nie tak, jakbym coś naśladował. Książkę zaczynamy od słów: 'urodziłem się Amerykaninem', ale dzisiaj bym powiedział, że 'urodziłem się czarnym Amerykaninem'. Mnie nie interesował prosty europejski rytm, albo raczej bezrytmie, bo uważam, że w rytmicznej muzyce europejskiej jest bardzo dużo bezrytmia. Jazz europejski jest nie zawsze, ale bardzo często, smutny i monotonny. To jest trochę tak, jak z mistrzostwami Euro. Wszyscy występują, są gwiazdy, jest Lewandowski - ale co z tego. Nic się nie dzieje, odpadają. Podobnie jest z seksem, kobieta klepie ukochanego faceta po plecach i mówi: 'Zrób coś, bo nic się nie dzieje'. Tego nie wyczytasz. Muzyka to nie są nuty. Ona jest pomiędzy nutami, to właśnie ta komunikacja - wszystko dzieje się w sferze emocji. Moje emocje z racji wykształcenia i wychowania były klasyczne. Zdarzyło się – pstryk! - usłyszałem głos Ameryki: czarna muzyka, czarny jazz. Nie biały jazz – ten mnie nudził. Zresztą akurat kończył się czas tak zwanego cool jazzu. Czyli muzyki białych – był taki okres w pięćdziesiątych latach. Wyszli biali, zaczęli grać, założyli okulary i powymyślali sobie piękne nuty… Było wtedy dużo pięknej muzyki – nie mówię, że nie. Wyszedł Charlie Parker i pozamiatał wszystko, co istniało – do dzisiaj jeszcze nikt go nie dogonił. Przyszedł Miles, przyszli wszyscy wielcy – ta muzyka do nich należy... Po prostu, muzyka jazzowa jest muzyką czarną. Muzyką tych ludzi, którzy przyjechali jako niewolnicy do Stanów i, bardzo często, tam spotkali Żydów. Polscy żydzi pojawili się dużo później – i to jest fuzja muzyki europejskiej z afrykańską na terenie Ameryki. Tam to się przyjęło, wszystko było nowatorskie. Zakaz picia bardzo pomógł jazzowi, bo wszystko było zamykane – to co grać? Zakazane piosenki… Tak samo, jak Polacy za czasów komuny grali jazz, ponieważ był to jedyny protest niemy, jaki mogliśmy zrobić. Potem przyszedł rock and roll i długie włosy, których nie wolno było mieć.. My je wszyscy mieliśmy, bo były zakazane, więc marzenie było oczywiste: Nowy Jork i czarni. Ja miałem to szczęście, że grałem z nimi. Pierwszy był Anthony Jackson, później był piętnastoletni Marcus Miller i cała dzielnica Jamaica, Queens. To dzielnica wokół lotniska Kennedy’ego – sami czarni. Marcus Miller, Lenny White, Victor Bailey, Omar Hakim, Tom Brown… Wszyscy grali i grywają ze mną. Taki mam kram muzyków i do końca życia będę tak grał z nimi. Grywają muzycy biali, ale tylko ci, którzy poczuli czarny klimat.

Nie było czarnego rasizmu?

Urbaniak: Jest do dzisiaj. Ja jestem honorowym mieszkańcem Jamaica Queens, honorowym czarnym, mam dokumenty - ale to dlatego, że raperzy mnie zapraszali na nagrania. Jestem jednym z pierwszych jazzmanów w historii, który wprowadził rapera do zespołu jazzowego, a na sto procent pierwszym, który wprowadził go na estradę orkiestry symfonicznej. Rasizm; sprawa jest prosta na terenie Stanów, szczególnie dawniej była, po prostu biali mieli pieniądze, więc czarni również muzycznie służyli białym. Mało tego, był taki okres, że każdy czarny zespół chciał mieć tak zwany 'token white'.

Jednego białego muzyka?

Urbaniak: Jednego białego, symbolicznego, bo wtedy mogli zagrać w Alabamie, w Teksasie, w południowych stanach, gdzie była segregacja. Wtedy zespół nie był czarny, tylko 'integrated'. Stąd Miles miał w większości białych gitarzystów. Często też dlatego, że chodziło mu o ten rock and rollowy biały sound – to jest inna sprawa, ale prawie do dzisiaj tam są elementy pozamuzyczne, mogę z całą odpowiedzialnością powiedzieć.

Ale muzyka łączy?

Urbaniak: Muzyka łączy, gdy jest rytm tak zwany ‘groove’ albo ‘feel’, lub jakkolwiek to nazwać i jesteś zaakceptowany, ale gdyby w zespole doszło do jakieś nerwówki, to natychmiast mamy problem.

W sytuacjach stresowych od razu widać te różnice..

Urbaniak: Kiedyś chciałem zrobić płytę 'Polacks and Niggers', a to są dwa najgorsze słowa etniczne w Stanach. My tak właśnie mówiliśmy i mogłem powiedzieć do kolegi 'Nigger'. Normalnie tak nie można, bo jest to obraźliwe. Tak samo, jak na Polaka powie się Polack lub Polaczek, to jest tragedia. Grałem z wieloma wykształconymi muzykami w moim życiu, ja również mam wykształcenie, ale nauczyłem się analfabetyzmu. Jest to jedno z największych osiągnięć w moim życiu. Analfabetyzm muzyczny pozwala na kreację, czucie, spontaniczność - na tym to polega. Nie ważne, czy ktoś zna nuty czy nie. Ważne, że przekazuje dźwiękiem emocje. i ludzie słuchając siedzą, nie wchodzą, nie nudzą się, nie ziewają… Tylko są 2,5 godziny na koncercie i jeszcze trzy razy biją brawo tak, że sił nie ma, a trzeba bisować. Przez większość życia mam to coś, ale to dzięki tej miłości do czarnych i współpracy z nimi. Piotr Trzaskalski, który jest fanatykiem jazzu i zna każdą płytę chyba lepiej ode mnie, zapytał, czy słyszałem ostatnią płytę Milesa Millera. Oczywiście, to genialna płyta - to, co on zrobił to są wyżyny możliwości bass na gitarze. Mówi: 'No tak, ale przecież on gra Urbaniaka muzykę'. Na górze jest napisane, że swoją muzyką wpłynąłem na niego i rzeczywiście powiedziałem: 'Zgadza się'. Ale to było tak: miał 17 lat, był taki utalentowany, że go brali w Nowym Jorku do wszystkich nagrań, zarabiał krocie. A my mieliśmy wspomaganie z Columbia Records - wielka sprawa, ale byliśmy na dorobku, nie było takiej sprzedaży, abyśmy mogli bez pomocy firmy pojechać w trasę - niskie stawki. Jakieś 2 tygodnie jesteśmy w Detroit i gramy w klubie za 250 dolarów tygodniowo. Marcus w Nowym Jorku miał w ciągu dnia 1000. Przychodzę ze świętej pamięci Kennym Kirklandem - genialny pianista, klasy George'a Duke'a czy Herbie Hancocka… wypalił się, szkoda, to geniusz! Ale pytam: 'Gdzie Marcus?' - 'W Nowym Jorku'. 'Jak to, przecież gramy za parę godzin!' - 'On wróci, on codziennie jeździ'. Jeździł na te sesje, mnie nie mówił. Pytam go: 'Marcus, dlaczego grasz ze mną?' On odpowiada: 'Bo jesteś jedynym producentem, który spisuje dla mnie muzykę i ja się uczę'. Ja wtedy mu pisałem nuta w nutę, wszystko. Jak dzisiaj gram albo śnię o graniu, to słyszę Marcusa wtedy. Nauczyłem się od niego więcej, niż od kogokolwiek innego, jeśli chodzi o muzykę elektryczną i jestem dumny z tego faktu. Oczywiście, wszytko było, jest i bedzie dzieki Miles Davis’owi, który był nojodważnieszy z wszystkich. Był, jest i będzie największym bogiem owej muzyki rytmicznej zwanej jazzem.

Odnośnie bycia cenionym na świecie; dzieki temu jesteś pewnego rodzaju ambasadorem Polski, promujesz kraj.

Urbaniak: Ja nigdy się nie czułem ambasadorem Polski, zawsze czułem się obywatelem świata - tak byłem wychowany. Miałem jedno marzenie, żeby ci idioci znieśli granice, żeby można było wsiąść w samolot i znaleźć się w Nowym Jorku, czy gdziekolwiek, jak się chce. A ktoś inny chce być w Mongolii - proszę bardzo… To wszystko było idiotyczne i głupie, dlatego szybko chciałem spadać, ale żeby to zrobić, musiałem mieć coś do powiedzenia. Pracowałem dzień i noc na skrzypcach… Jak się zakochałem w saksofonie - dzień i noc na saksofonie. Poszło mi to bardzo szybko, ponieważ wtedy był przełom muzyki białej a ja byłem pomiędzy-generacyjny, wkroczyłem z tym czarnym saksofonem - w Polsce objawienie, gwiazda. Ale ja celebrytą nigdy nie byłem, nie chcę być, nie muszę, nie będę. Ja byłem ambasadorem wspaniałej muzyki, rytmicznej. Czułem się jak zdrajca, ponieważ w tamtych czasach tępiono każdego, kto zagra od rock and rolla do boogie woogie… Klasyczna muzyka była święta i tego nie można było bezcześcić. Marzyłem o tym, tłumaczyłem to profesorom i w średniej, i w wyższej. W dalszym ciągu uważam, że można to pogodzić. Ja nie pogodziłem klasycznej muzyki z jazzem i czułem się trochę, jakbym zdradził żonę.

A twoi profesorowie nie traktowali tego jako fanaberię?

Urbaniak: Nie, traktowali to jako zboczenie. To było obraźliwe, bo to był i alkohol, i knajpa, i inne rzeczy… Nie można było, myśmy mieli za chwilę grać w filharmonii… Wracając do polskości; nigdy nie stroniłem od tego, że jestem Polakiem. Bardzo często byłem dumny z tego, że jako Polak potrafiłem się znaleźć na świecie, jako obywatel świata. W dalszym ciągu tak czuję. Czasami płaciłem srogo za to, że byłem Polakiem.

Ale muzycznie?

Urbaniak: Nie, nie – muzycznie to skorzystałem, bo któregoś dnia wyszedłem z wytwórni i spacerując po Broadwayu mówię tak: ‘Gram bardzo restrykcyjną czarną muzykę’, a przecież mam tyle do dodania do tej muzyki. Pozwoliłem sobie dać całego siebie i swoją polskość. Potem znów miałem taki okres, że hip hop dołączyłem, ale Urbanator i Urbaniak… dwie inne osoby. Nikt nie mógł sobie wyobrazić, że Urbaniak – ten ‘Polish fiddler’ – może grać czarną muzykę z hip hopowcami. Nie chcieli mi więc dać kontraktu na ten projekt… trzy lata chodziłem z gotowymi nagraniami z gwiazdami jazzu i hip-hopu, takimi jak: Herbie Hancock, rapper Solid, czy Apocalypse. Zmieniłem nazwę, nagle się obudziłem i mówię: ‘Urbanator!’ I poszło, udało się, ale dlaczego mówiłem, że płaciłem srogo za bycie Polakiem… Dlatego, że przez te systemy, przez nasza historię, w genach, mamy dużo kłopotów i lęków. Udawany albo prawdziwy nadmiar wiary w siebie. Z reguły jest to podszyte gdzieś jakimś brakiem czegoś, prawda? Ale ja zawze byłem prawdziwy i mało miałem miejsca i czasu na starchy, itp. Prawda, bo pasja, miłość i samospełnianie siebie czyni cuda i może pokonać wszystko!

To prawda.

Urbaniak: Prosty przykład, który często mi się zdarzał: adwokat mi powiedział, że cały biznes płytowy polega na zaliczkach. Jak bierzesz 100.000 zaliczki, to znaczy że jesteś 'successful'. Bierze się zaliczkę, nagrywa się płytę, a potem z tantiem się żyje i się gra. Taki system - do dzisiaj tak jest. Przychodzę do Columbia Records, podpisujemy kontrakt, vice prezydent Columbia International mówi: 'To co, pewnie kasy potrzebujecie?'. A myśmy byli goli, wydaliśmy wszystkie oszczędności. A on mówi: 'Powiedz, ile?'. Chciałem powiedzieć: '10', ale ta Polskość… nie przełknąłem tego… i powiedziałem: '5'. On mówi; 'Ok, Betty, wypisz czek na 5 tysięcy. A ty co robisz wieczorem? Idziemy po pracy coś zjeść?'. No i siedzimy, pogadaliśmy o tym, a on mówi: 'Jak to, dlaczego nie powiedziałeś tego?' A ja mówię: 'Bo wiesz, właściwie nic jeszcze nie zrobiłem'. On mówi: 'Słuchaj, najgorsze, co się mogło stać, to ja bym ci powiedział: nie, przyjdź jutro, dostaniesz następne pięć'. To przeszkadzało dużo i tak właściwie bywa. Nie do wiary, bywa do dzisiaj...

To jest brak wiary w siebie?

Urbaniak: O, nie, nie… To nie brak wiary w siebie, tylko gdzieś jest coś takiego… Większość Polaków w tej chwili patrzy raczej, jak by zyskać, wyszarpać, i tak dalej. A ja myślę o wytwórni – co musi zrobić. Chciałbym, żeby mieli jak najmniejsze ryzyko. Ale to nie jest brak wiary w moim wypadku, bo nigdy tego braku wiary w mojej muzyce nie miałem.  Wiarę w siebie mam – wszystko, co sobie wymarzę lub chcę tak naprawdę mi wychodzi. Wtedy też wierzyłem w stu procentach, i szybko się zoriętowałem  że nie taki diabeł straszny, jak go malują. Często mawiałem: ‘Przegrać nie mogę. Mogę najwyżej nie dożyć!’ Teraz wiem, że najwięcej wolnego miejsca jest na górze. Jak z Dosią jedziemy na film, jak ona prowadzi auto, to parkuje kilkaset metrów przed kinem, bo tam wszyscy parkują. A ja jadę przed samo kino – tam jest wolne miejsce, bo wszyscy myślą jak ona… Tego się tam nauczyłem. Ale Amerykanie mają do tego pokorę. To jeden z najpokorniejszych narodów na świecie. Dla Polaka słowo pokora jest obce.

Ja myślę, że Polacy są aż za bardzo skromni, ale pokora…

Urbaniak: To jest inne pojęcie. Amerykanie są mniej skromni niż Polacy, ale są pokorni. Umieją mierzyć wysoko, ale dają za to wiele i realizują to, o czym mówią. Tego mnie życie nauczyło tam i pokazało, jak komunikować się bez obrażania się, nawet w trudnych sytuacjach. Nie wolno przerywać komunikacji z człowiekiem, nawet gdy ktoś jest niegrzeczny albo wręcz obraźliwy..

To też jest cecha Polaka.

Urbaniak: Tak… ‘Nie dzwoń do niego. Jeżeli idziesz do niego, to ja nie idę, bo ja z nim nie rozmawiam’, etc. Tak nie można. Nie musisz być w przyjaźni, wystarczy akceptacja.

Urbaniak: To pewnie też się łączy z naszym rozpamiętywaniem przeszłości…

Amerykanie umieją żyć dzisiaj i jutro. Historia jest piękna, ale niestety polska historia jest zbyt długa. Amerykańska jest krótsza i nie jest obowiązkowa. i to dobrze, ja niestety czasami mam takie przemyślenia, jak się wkręcę w przeszłość, nawet w swoją własną… Przecież żyje się dzisiaj i jutro. Nie gramy dla tej samej publiczności, dla której graliśmy 30 lat temu, z tymi samymi składami i tej samej muzyki, na Boga! Większość tych ludzi albo już nie ma albo szykują się na odejście.

A jakie osoby jeszcze można dopisać do tej listy sławnych Polaków, którzy wiele znaczą w świecie? Francuzi i Amerykanie również na przykład z Polską kojarzą przede wszystkim Jana Pawła II i Wałęsę.

Urbaniak: A Polańskiego? Dla Francuzów Polański jest Francuzem. Tak jak Chopin!

Dla Francuzów Polański jest Francuzem.

Urbaniak: W Stanach też nie jestem postrzegany jako Polak, chociaż nigdy tego nie kryję, wręcz przeciwnie! Miałem też takich przyjaciół, którzy przyjeżdżali i po dwóch latach mówili: ‘Ja już nie mówić po polsku’. Bzdura, nigdy tego nie powiem! Choć rzeczywiście, cały czas kręciłem się w środowisku albo czarnym, albo biznesowym żydowskim, albo po prostu sportowym, bo w tenisa grałem codziennie.

A czy były w twoim życiu momenty dumy z bycia Polakiem?

Urbaniak: Nie za dużo niestety. Jeśli szukamy już czegoś, co byłoby pozytywne, to był taki moment dumy, że pomimo, że pochodzę z Polski, a grałem… Nie jesteśmy najbardziej cenionym narodem … Nie byliśmy. W tej chwili to się ciągle zmienia i młodzież buduje wizerunek Polaka na świecie – ci, którzy podróżują na przykład do Anglii. Ta młoda generacja, która mówi w językach, ma otwarte czoła, myśli, ma jasny wzrok. Natomiast za mojej pamięci i wspomnień nie było zaszczytem być Polakiem. Były polskie nazwiska, które coś znaczyły i się wyróżniały: Brzeziński na przykład i wielu innych na takiej zasadzie, że Polak, a jednak coś osiągnął.

Myślę że my, Polacy mamy takie podejście, że gdy ktoś z Polski osiągnie sukces międzynarodowy, to jest to dla nas niesamowite, jednak się udało.

Urbaniak: A dalej, dwa lata niech się udaje, a potem jest chwila ciszy i wszyscy mówią ‘A nie mówiłem! Przecież to wszystko bzdura, przypadek, że się zdarzyło’ A życie to jest przecież kołowrotek, dzieje się i tak i tak, a u nas wszyscy sobie nawzajem kłody podkładają, sami sobie także... Myślę o nałogach, a to nie jest sposób na życie.

Myślę, że jak się człowiek zajmuje muzyką, to ciężko byłoby tego uniknąć całkowicie.

Urbaniak: Ciężko było. Zresztą wiesz, przeczytałaś książkę… A ja jej w całości do teraz nie przeczytałem.

Swojej biografii?

Urbaniak: Tak, o niej mówię. Nie przeczytałem całej, bo zbyt dużo wspomnień i wracania do przeszłości. To zawsze, szczególnie u wrażliwych ludzi, bywa groźne i nie jest niekonieczne! A dodatkowo, jako wodnik wiem, że liczy się tylko dzisiaj i jutro!

Ja bym przeczytała żeby sprawdzić, czy wszystko się zgadza…

Urbaniak: Po co mam czytać? Tam nie ma kłamstw, tylko emocje są wzmocnione kolorytem Andrzeja. Jest to wspaniałe dla książki - książka jest prawdziwa. On mi tłumaczył cały czas, że pisanie to sztuka eliminacji. Ta książka to nie biografia muzyka czy artysty. Podstawowa rzecz: jest ona napisana na podstawie życia, i to Andrzej wybierał, nie ja. Ja właściwie nie miałem głosu. Ja mu wszystko mówiłem, co było, a on nagrywał. Jestem mu niezmiernie wdzięczny za tę publikację. Mój prawdziwy ojciec, Edmund Michałowski - po prostu odpłynął, ciągle jestem z nim związany, ciągle go wspominam. Mama go zostawiła - nie chciała z nim być, bo bała się genów. Geny się pokazały - nie mogły się nie pokazać, po prostu mają to do siebie. Jeśli chodzi o ojczyma z kolei, to byłem kością niezgody w związku, a ojca nie miałem. W pewnym momencie jako piętnastoletni chłopak grałem u Andrzeja Makowieckiego i on mnie wychował. Czasami myślę, że był moim ojcem… Wszystko, co było zakazane, on mi pokazał. To strasznie ważny człowiek w moim życiu.



Chciałam też zapytać o wyznanie, przeczytałam gdzieś, że byłeś buddystą…

Urbaniak: Z buddyzmem to było tak: nie byłem buddystą, ale większość moich czarnych towarzyszy jeżeli już, to było buddystami. Na uspokojenie swojej czarnej niedoli albo jakichś niedostatków. Mantrę odmawialiśmy na przykład w przerwie… Poznałem tę religię i bardzo mi się spodobała. Podstawowa rzecz, którą uważam za genialną: nie ma nakazów ani zakazów, a to jest dla wodnika idealne. Powiem, że w większości filozofii i ruchów psychologicznych nauki zostały wzięte z buddyzmu, na przykład scjentologia… Szanuję scjentologów. W Polsce postrzegani są jak sekta, ale ja ich szanuję. Uważam, że są na potrzeby szarych ludzi, którzy baliby się nawet słowa buddyzm. Nie poszliby w tamtym kierunku. Scientologię poznałem dogłębnie ale na pewnym etapie zostawiłem, bo przestało mi się to podobać… Skorzystałem niesamowicie, bo uczy zastanowić się, czy dany problem to sprawa logiczna, czy emocjonalna. Prosty przykład: wchodzimy na kort tenisowy, ale w weekend nie można się tam dostać. Pytasz: ‘Przepraszam Państwa, Państwo długo jeszcze będą grali?’ – ‘Tak, jeszcze długo gramy’. A scjentologia uczy: ‘Przepraszam, to proszę nam powiedzieć jak długo, bo my też chcemy zagrać’. Odpowiedź: ‘Tak, to proszę jeszcze 10 minut poczekać’. Skuteczne? I to działa na wszystko...

I udało się załatwić sprawę.

Urbaniak: Ale to nie jest manipulacja, to jest naprawdę budowanie komunikacji międzyludzkiej. I to nie jest tak, że ja wychodząc mówię: 'Ale go zrobiłem, nie?'

A jak teraz jest twoja wiarą?

Urbaniak: Jestem katolikiem od urodzenia i tak już na pewno zostanie, tym nie mniej nie jestem dewotem, jestem pełen szacunku dla wielu religii, między innymi dla buddyzmu. Nie mniej dla judaizmu. Akurat wczoraj byłem w synagodze, zaproszony na genialny koncert. Uważam, że jest to ciekawy, wspaniały naród i jak każdy naród ma zalety i wady ale ta religia też ma sens. Ja jestem wychowywany w katolicyzmie, jestem katolikiem, ale powtarzam, nie jestem dewotem, nie chodzę systematycznie do kościoła, ale odbywam tradycyjne święta katolickie i uroczystości rodzinne.

A czy postać Jana Pawła II miała na Ciebie wpływ?

Urbaniak: Papież ma dla mnie olbrzymie znaczenie. To jest człowiek, który pierwszy naprawiał naród – również mnie – i wizerunek Polski na świecie. To jest czysta dobroć – człowiek, który równie dobrze mógłby być buddystą...

Miał ogromny szacunek dla innych religii..

Urbaniak: Do wszystkich, tak właśnie, i tolerancję. Zajmował się ludźmi, a nie maskami, które ludzie sami tworzą. Interesował go człowiek, bo to był wielki wspaniały człowiek. Dla mnie również Lech Wałęsa jest wielkim Polakiem, zawsze zostanie. Ani słowa nie dam o nim w życiu złego powiedzieć. Ludzie go krytykowali i krytykują. Ja tego nie mogę słuchać - i nie chcę. A zdarzyła mi się nawet kiedyś taka historia: byłem w Dortmundzie, miałem koncert w Aachen. Potem pojechałem na jedną wystawę. Miał być na niej Lech Wałęsa i ktoś miał mnie przedstawić. Przy otwieraniu wystawy ja emocjonalnie wyrwałem się z tłumu, podskoczyłem, ręce do góry i mówię: 'Panowie, nie strzelajcie proszę'. On wziął nożyczki, przecina taśmę, a ja chwyciłem go za rękę i mówię (przysięgam, że tak powiedziałem): 'Panie Lechu, jak to się stało, że Panu ta nogawka zaczepiła się na bramie stoczni i nie mógł Pan zejść, i wszyscy ogłosili Pana liderem całego ruchu, i stał się Pan najsłynniejszym człowiekiem poprzedniego stulecia?' Przysięgam, tak powiedziałem, a on nie wiedział co odpowiedzieć. To był szok...

Z amerykańskim raperem, Solidem, zagrałeś wiersz Jana Pawła II… Skąd ten wybór?

Urbaniak: Wybrał go Marcin Pospieszalski, który jest z kolei bardzo aktywnym katolikiem – łącznie z modlitwą przed jedzeniem i tak dalej. Niektórzy śmiali się z tego. Mnie nigdy nawet nie śniły się jakiekolwiek komentarze. Pospieszalski napisał do tekstu Papieża muzykę, znalazł angielską wersję, a Solid wyrapował to z wielkim przejęciem na koncercie.

Wywarł ogromne wrażenie.

Urbaniak: Absolutnie tak, absolutnie.

Chciałam Cię jeszcze zapytać o tych sławnych Polaków. Jest to na pewno dla nas ogromny kapitał, że możemy się nimi pochwalić, ale czy Polacy ten kapitał doceniają?

Urbaniak: Nie wiem. Są tacy, którzy doceniają. I jest wielu uznanych. Naprawdę mogę być dumny z tego. Pewnie też działaliśmy dla poprawy wizerunku Polaków na świecie, każdy po swojemu. Był taki okres, że było nas tam sporo, każdy robił jak najlepiej mógł w swojej dziedzinie. Mieli znaczenie, ale jako Amerykanie polskiego pochodzenia. Polonia się cieszy z sukcesów Polaka. Szczególnie, kiedy ten sukces jest na rynku amerykańskim – to na pewno.

Muzyka łagodzi różnice, sztuka łączy. Co można jeszcze robić dla integracji i likwidowania różnic między nami?

Urbaniak: Jak najwięcej międzynarodowych projektów, wspierania kultury. Przez kulturę jest najłatwiej promować kraj, bo kultura jest mniej konfliktowa, w niej się dzieje wiele i w niej są ludzie, przynajmniej powinni być, kulturalni. w polityce jest o to trudno... Co jeszcze można zrobić? Na pewno żyć dzisiaj, zaakceptować to co jest, nie rozpamiętywać, bo to nam nic nie da. Trzeba zobaczyć co mamy, jak jest i co możemy. Cieszyć się każdą chwilą.

30 Sierpień, 2012
Fotografie: Judyta Papp

 




 
Komentarz
Dodaj komentarz















Mapa Strony
2018 Copyright Judyta Papp Ltd. All Rights Reserved.